„I rzecz w tym właśnie” . Zacząłem zdanie od spójnika: „A to te właśnie…” Zdanie tak zbudowane zwraca mocniejsza uwagę na swoją treść, niż zdanie zaczęte „To te właśnie (…)” zapraszamy na kolejny odcinek cyklu “Efektywny język trenera i mentora” autorstwa dr Piotra Wirońskiego. Dziś mowa o spójniku.

            Zazwyczaj do spójników nie przywiązujemy większej wagi. To taka cześć mowy, która sobie jest i pomaga w organizacji zdania, ale nic więcej – można by sądzić. W przeciwieństwie do posiadających wartość semantyczną (znaczeniową) rzeczowników, czasowników czy przymiotników, spójnik nic nie wnosi do treści, a i pod względem wyglądu nie prezentuje się okazale, często sprowadzony do jednej niepozornej literki (wyjątkiem są tu spójniki podrzędności). A to te właśnie „pojedyncze literki” będą nas interesować w niniejszym artykule. Mają one bowiem niebagatelną wartość. Wystarczy zresztą spojrzeć na jedna ze zdań, które przed chwilą przeczytałeś, drogi Odbiorco. Zacząłem zdanie od spójnika: „A to te właśnie…”. Zdanie tak zbudowane zwraca mocniejsza uwagę na swoją treść, niż zdanie zaczęte „To te właśnie…”. Oczywiście wagę zdania ma za zadanie podkreślić również słówko „właśnie”, jednak bez początkowego spójnika, nie brzmi to zdanie tak dobitnie. Podobnie sprawa ma się z tytułem artykułu. Spójnik „pobudza uwagę”, choć tytuł bez spójnika były również poprawny gramatycznie, a nawet bardziej naturalny.

            No właśnie. Dlaczego spójnik na początku zdania zwraca naszą uwagę, a w każdym razie zaprząta nasza podświadomość? Atutem takiej konstrukcji zdania (podobnie, jak w przypadku inwersji) jest jej nienaturalność. Zdanie brzmiące naturalnie (czyli neutralnie) nie koncentruje na sobie uwagi brzmieniowej. Oczywiście za emocje będą odpowiadać w nim inne części mowy. Spójnik na początku zdania zaburza naturalność. Przyzwyczajeni jesteśmy przecież do jego położenia pomiędzy zdaniami prostymi. Jak sama nazwa wskazuje spójnik ma spajać, czyli łączyć segmenty. Nawet więc geneza nazwy sugeruje jego miejsce nie na początku zdania. Kiedy budujemy zdanie złożone, rola spójnika jest uzasadniona: „Prowadziłem mentoring w Katowicach, potem przejechałem na dwa dni do Warszawy i tam miałem zajęcia na uczelni”. W tym przypadku wszystko jasne. Jednak w zdaniu: „I bądźmy czujni na nowe trendy w mentoringu!” nieuzasadnione gramatycznie „i” wzmacnia apel, brzmi mocniej niż zwyczajny tylko, osamotniony rozkaźnik: „bądźmy”. Popatrzmy na kilka takich początków zdań: „A trzeba pamiętać….”; „I oto powstała nowa gra”. „i był to mentor wielkiej klasy”. Jest w tym lekki patos, prawda, jednak wpisany w retoryczną grę z odbiorcą, nie mający nic wspólnego ze zbędnym zadęciem.

            Ciekawostką są początki pojawiania się spójnika jako pierwszego wyrazu zdania. Była to bowiem jedna z cech tzw. stylu biblijnego, stawianego nierzadko jako historyczny wzór retoryki, stylu, do którego wielu twórców literackich, ale też oratorów, nawiązywało w późniejszych epokach. „I przybyli do miasta. A tam pojął ją za żonę. I dała mu ona syna imieniem Jakub.” Dawniej umieszczanie zaimków na początku zdania miało pomagać w kontroli ciągłości zdarzeń czytającemu, niewprawnemu często w słowie pisanym. Niezależnie jednak od tej roli spójniki biblijne podkreślały opisywane fakty.

            Dlatego nie lekceważmy małego, chudego „i” zapraszającego do nowego zdania. I stosujmy je w naszych wystąpieniach. A będziemy lepszymi mówcami.

Ciąg dalszy nastąpi…

admin